COOKIES | ©KONRADWILK.PL 2021

Prowadzę szkolenia, sesje indywidualne, wystąpienia, zajęcia na uczelniach, nagrywam filmy, piszę artykuły i książki. Towarzyszę przywódcom w drodze od menadżera do lidera. Pracuję z nimi grupowo i w sesjach indywidualnych nad rozwijaniem zasobów i kompetencji świadomego przywódcy.
Prowadzę szkolenia, sesje indywidualne, wystąpienia, zajęcia na uczelniach, nagrywam filmy, piszę artykuły i książki. Towarzyszę przywódcom w drodze od menadżera do lidera. Pracuję z nimi grupowo i w sesjach indywidualnych nad rozwijaniem zasobów i kompetencji świadomego przywódcy.
Prowadzę szkolenia, sesje indywidualne, wystąpienia, zajęcia na uczelniach, nagrywam filmy, piszę artykuły i książki. Towarzyszę przywódcom w drodze od menadżera do lidera. Pracuję z nimi grupowo i w sesjach indywidualnych nad rozwijaniem zasobów i kompetencji świadomego przywódcy.
Prowadzę szkolenia, sesje indywidualne, wystąpienia, zajęcia na uczelniach, nagrywam filmy, piszę artykuły i książki. Towarzyszę przywódcom w drodze od menadżera do lidera. Pracuję z nimi grupowo i w sesjach indywidualnych nad rozwijaniem zasobów i kompetencji świadomego przywódcy.

KONRAD WILK

TRENER ROZWOJU, PSYCHOLOG BIZNESU, KOGNITYWISTA

 

KONRAD@KONRADWILK.PL

0048 510 279 206

ZALOGUJ ADMINCOOKIES ©KONRADWILK.PL 2021

Prowadzę szkolenia, sesje indywidualne, wystąpienia, zajęcia na uczelniach, nagrywam filmy, piszę artykuły i książki. Towarzyszę przywódcom w drodze od menadżera do lidera. Pracuję z nimi grupowo i w sesjach indywidualnych nad rozwijaniem zasobów i kompetencji świadomego przywódcy.
Prowadzę szkolenia, sesje indywidualne, wystąpienia, zajęcia na uczelniach, nagrywam filmy, piszę artykuły i książki. Towarzyszę przywódcom w drodze od menadżera do lidera. Pracuję z nimi grupowo i w sesjach indywidualnych nad rozwijaniem zasobów i kompetencji świadomego przywódcy.
Prowadzę szkolenia, sesje indywidualne, wystąpienia, zajęcia na uczelniach, nagrywam filmy, piszę artykuły i książki. Towarzyszę przywódcom w drodze od menadżera do lidera. Pracuję z nimi grupowo i w sesjach indywidualnych nad rozwijaniem zasobów i kompetencji świadomego przywódcy.
Prowadzę szkolenia, sesje indywidualne, wystąpienia, zajęcia na uczelniach, nagrywam filmy, piszę artykuły i książki. Towarzyszę przywódcom w drodze od menadżera do lidera. Pracuję z nimi grupowo i w sesjach indywidualnych nad rozwijaniem zasobów i kompetencji świadomego przywódcy.

KONRAD WILK

TRENER ROZWOJU, PSYCHOLOG BIZNESU, KOGNITYWISTA

 

KONRAD@KONRADWILK.PL

0048 510 279 206

  OKRESY PRZEJŚCIOWE  

 

Wszyscy, którzy uważnie czytali moje posty poświęcone Poziomom Rozwoju nazywanym przeze mnie Etapami Spójności Osobistej pamiętają z pewnością, że między każdym etapem życia pojawiają się okresy przejściowe, te naturalne, uniwersalne, wynikające z naszego wieku,  jak koniec szkoły, wyjście z domu rodzinnego, koniec studiów, rozpoczęcie pracy, pojawienie się dziecka, wyjście z domu dzieci, emerytura itd., i indywidualne przełomy, jak zmiana pracy, przeprowadzka, własny biznes, śmierć osoby bliskiej, choroba, rozwód, utrata pracy itp. Dobre przejście okresu przejściowego pozwala w sposób wspierający wejść do kolejnego etapu. Niewspierające może spowodować utknięcie na danym etapie, który będzie się powtarzał, więził w często uwarunkowanym modelu wynikającym z wgranego w podświadomość schematu, wzorca. Jednym z bardziej istotnych okresów przejściowych w życiu współczesnego mężczyzny jest tzw. Kryzys Wieku Średniego.

 

  KRÓL ŻYCIA  

 

Znana z życia historia wygląda często tak, że w pewnym momencie, zwykle koło czterdziestki facet zaczyna się dziwnie zachowywać. Odgrzebuje jakieś dawne hobby, zaczyna grać na gitarze, albo przynajmniej skupuje płyty winylowe, gitarę elektryczną, zaczyna nosić trampki i jeansy z wydartymi dziurami, czapki z daszkiem, jeździ na górskie wędrówki, albo idzie w ostre tango, imprezuje, kumple, dziewczyny, koniecznie dużo młodsze, może jakiś romans, samochód sportowy, jeśli może sobie na niego pozwolić, rozwód z wysłużoną żoną, nowa rodzina, dziecko w drodze. Co się dzieje i skąd to? Czemu zamiast spokojnie czerpać z pozycji, zasobności konta, cieszyć się odchowanymi, niepotrzebującymi opieki dziećmi, ten jakby zaczynał od początku, jakby się wracał do dawno minionych czasów, gdy wchodził w dorosłość? Okres przejściowy w wieku 40-45 lat nazywam „fazą śmierci”, bo jeszcze zupełnie nie tak dawno, był to czas, w którym mężczyźni zbierali się do umierania. W naszych czasach żyjemy dużo dłużej, a jednak przychodzi ważna zmiana. Ciało zaczyna dawać znać o sobie, już nie jest tak wytrzymałe, już się tak sprawnie nie regeneruje, poziom testosteronu spada. Człowiek Walczący czuje, że jego rola samca Alfa się niechybnie kończy, choć może sobie z tego świadomie sprawy nie zdawać, to podświadomie może zacząć tęsknić za tym co mija bezpowrotnie, próbuje uchronić się przed niechybnym przemijaniem poprzez akt rzucenia się w doświadczenia charakterystyczne dla dwudziestolatka. Chce jakby zaprzeczyć temu, co bierze go we władanie, umknąć śmierci, albo jeszcze raz się porządnie wyszaleć nim będzie za późno. Starość, słabość, niewydolność seksualna,  pomarszczone ciało, wypadające włosy, siwizna to sygnały, że jak by się nie starał, jak by nie próbował wyprzeć, ukryć, zaprzeczyć, życie płynie i nieubłaganie prowadzi do końca, niechybnej śmierci.

 

  ŚMIERĆ ZNACZY PRZEMIANA  

 

Jeśli mężczyzna postrzega swoją męskość przez pryzmat atawistycznych symboli męskości, z pewnością ciężko, często destrukcyjnie dla siebie i otoczenia przeżyje ten ważny okres i z niego nie wyjdzie. Próby zaprzeczania nieuchronności tylko wzmagają jego lęki. Spotkanie swojej dojrzałości, jej akceptacja i nasycanie jej w sobie przenoszą uwagę z bezskutecznych prób zawracania kijem nurtu rzeki, na to co w tym okresie ważne. To może być czas zwrócenia się ku swojemu wnętrzu, refleksji, otworzenia się na to, co w życiu każdego z nas jest tak istotne, jak sens życia, jego wartość, znaczenie. To czas uznania swojej ograniczoności, rezygnacja ze złudzenia omnipotencji, wszechwiedzy, dominacji. Ubywać może przemądrzania, cwaniakowania, szpanu, a na ich miejsce może wchodzić pokora, dystans, szczerość. To one otworzą przestrzeń rozwoju, w nich pojawia się szansa pięknego, cennego, mądrego przeżywania życia. Ta jego druga część, mimo wgranej w nas w obecnych czasach skłonności do idealizowania młodości, może objawić pełnię wartości świadomego życia. W nim pojawia miejsce na głęboką otwartość w relacji z partnerem, dorastającymi dziećmi, w nim jest przestrzeń na dopełnianie siebie i dzielenie się sobą, swoim doświadczeniem z ludźmi, wspieranie potrzebujących, bliskość, pasję, ciekawość świata, wdzięczność za dar życia i umiejętność cieszenia się nim w każdej chwili. Świadome doświadczenie „fazy śmierci” może stać się aktem symbolicznej przemiany, zmartwychwstaniem do nowego etapu, bardziej świadomej, pogodzonej, cennej drugiej części podróży, jaką „dzieje się” nasze życie.

 

Wpływ relacji z rodzicami ma ogromne znaczenie dla rozwoju mężczyzny. W tym poście przedstawię możliwe scenariusze relacji syna z samotną matką. Zaznaczam jednocześnie, że są to scenariusze zuniwersalizowane, wynikające z mojej wiedzy i doświadczenia, w których mężczyzna może odnaleźć analogie do przebiegu swojej historii, choć każde życie ma swoją unikalność, niepowtarzalność, wyjątkowość i to z nią pracujemy w ramach indywidulanych procesów jakie prowadzę.

 

  SAM NA SAM ZE SWOJĄ PIERWSZĄ KOBIETĄ  

 

Ojciec wcale nie musiał fizycznie odejść, choć jest to bardzo częsty scenariusz. Rodzice wcale nie muszą być po rozwodzie, żeby kobieta czuła się porzucona, osamotniona, skazana na samodzielne opiekowanie się domem i potomstwem. Wiele relacji małżeńskich opiera się o model, w którym mężczyzna jest nieobecny, wiecznie zajęty pracą, robiący karierę, zasuwający na kilka etatów, by związać koniec z końcem, w domu bierny, zbyt zmęczony, by się zaangażować. Może też nie mieć po prostu wzorca angażowania się w wychowanie dzieci, może być wycofany, zajęty swoimi sprawami, zbywający na nią odpowiedzialność za „te sprawy”. Może być pogrążony w nałogu, niedojrzały, wciąż trzymający się spódnicy własnej matki, bawiący się w towarzystwie kumpli, chronicznie zdradzający. Jakikolwiek skrypt z wyżej wspomnianych jest realizowany, matka może przyjmować różne postawy względem syna.

 

Opiszę trzy z nich, które się często powtarzają.

 

  • Zostawił ją, odtrącił, zdradził, zawiódł. Jest sama. To nie pierwszy raz w jej życiu, gdy doświadcza porzucenia przez ważnego dla niej mężczyznę. Wszyscy faceci są tacy sami. Gniew, niechęć, złość na cały męski gatunek ujawnia w relacji z synem, bo ten wciąż jest pod ręką, dosłownie pod, bo nadal mały. Syn nieświadomie wchodzi w rolę jej ofiary, przyjmuje cały ten balast jej negatywnych emocji. Matka wyładowuje na nim jawnie i bezpośrednio swoją agresję, poniża, wyśmiewa, karci, dostrzega w nim całe zło tego świata. Agresja może być fizyczna, słowna, psychiczna. W chłopcu przez lata zbiera się złość i nienawiść do matki, choć jednocześnie potrzebuje jej, jest na jej utrzymaniu, dusi więc w sobie często te emocje, puchnie od nich jak balon, podupada jego poczucie wartości, widzi się jej oczami.

Gdy taki dorośnie, będzie postrzegał kobiety tak, jak postrzegał matkę. Będzie je nienawidził, będzie wątpił w to, że którakolwiek mogłaby go pokochać, nie da sobie wmówić, że jest inaczej. Taka, która okaże mu miłość, będzie dla niego godną politowania i pogardy, bo przecież on nie zasługuje, ma to przez mamę we wzorzec wpisane. Ciężko mu będzie zbudować dojrzały związek oparty na bliskości i zaufaniu. Raczej nie będzie miał zbytniej śmiałości do kobiet. Seksualność niedojrzała, zawstydzona, albo też oschła, brutalna. Będzie się chronił, stronił, wybierał pozorne relacje na odległość, będzie zaborczy, a jednocześnie pełen skrajności, od świętego gniewu, po skłonność do dziecięcego rozklejania się, użalania nad sobą, histerii. Może znaleźć sobie słabą, niepewną siebie partnerkę, na której się będzie wyżywał za wszystkie krzywdy dzieciństwa. Matka często wyidealizowana przez kreatywną pamięć pozostanie dla partnerki niedoścignionym wzorem, któremu nijak dorównać nie zdoła.

 

  • Zostawiona, porzucona, niewystarczająca, nie taka jak trzeba kobieta ma swoje słońce, swojego ukochanego syneczka, więc całą swoją niedojrzałą i niespełnioną miłość do mężczyzny przelewa na niego. Czym jest dla niej miłość? Wyparciem się i połknięciem swojej złości. Objawiać się będzie podległością, troską o to, by jej syneczek żadnych złych emocji w relacji z nią nie doznawał. Unika sytuacji trudnych, robi co może, by ten był zadowolony, by chociaż on ją kochał i nie chciał jej zostawić, jak tamci. Jest na każde jego zawołanie. Posprząta mu w pokoju, ugotuje, do łóżka poda, co zechce mu kupi, wypierze, załatwi, umyje, ubrania w kostkę złoży, a potem się jeszcze ukłoni. Nie narzeka, nie przywołuje do porządku, nie wymaga, nie stawia granic. Taka praktyka, choć intencje są dobre, prowadzi do tego, że syn coraz bardziej nią gardzi, szacunku za grosz w nim do niej nie ma, coraz częściej, wraz z wiekiem go drażni i jej to na różne, bolesne sposoby objawia.

Gdy taki dorośnie, będzie postrzegał kobiety jak popychadła, które wszystko wybaczą, na wszystko się zgodzą, przy których każde draństwo mu ujdzie na sucho. Kobieta jest do obsługi faceta.

Ciężko mu będzie kochać swoje wybranki. W każdej z nich matkę będzie chcąc nie chcąc dostrzegał.

 

  • Mój syneczek jest taki kruchy i cenny, że potrzebuję go kloszem nakryć, by zły świat mu nie zagroził. Ubiorę go w śliczne ubranka i chodzić gdzieś z tymi brudnymi chłopakami nie pozwolę. Będzie siedział przy mamusi, ja go ochronię. Biegać nie pozwolę, lodów nie kupię, bo jeszcze mi się przeziębi, na wyjazdy nie puszczę, bo tam czyhają demony, spod stup jego usuwać będę kolce, żeby się żadnym nie zranił. Mój lęk przed życiem w jego podświadomość wtłoczę. W ten sposób poczucia pewności siebie go pozbawię. Zrobię z niego bezpieczną dla siebie, bezwolną, ciepłą kluchę. Nie będzie się w groźne zabawy bawił, będzie unikał sportu, ryzykownych wyzwań. Nie będzie w nim w dorosłości potrzebnej mu determinacji, odwagi, siły, woli zwycięstwa, skłonności do zmagań z przeciwnościami. Utknie gdzieś w nim głęboko jego życiowy potencjał.

Gdy taki dorośnie, będzie potwierdzał sobie i matce, że się nie nadaje, nie może, przegrywa, odpada. Będzie szukał bezpiecznych rozwiązań, pozostanie w cieniu, odpuści. Będzie szukał na partnerki kobiet, w których odnajdzie kontynuację opiekuńczej mamy. Najlepsza taka, która się nim zajmie, zatroszczy, o ważne sprawy zadba. Zwykle będzie to kobieta po przejściach szukająca bezpiecznego gościa, z którego strony krzywda jej się na pewno nie stanie. Jego seksualność będzie również dość jałowa, co się z jej oschłością i wyparciem może dobrze kleić. W takim tandemie nie znajdzie przestrzeni do rozwoju, raczej do stagnacji, nie bardzo do życia pełnią, bardziej do przetrwania.

Ojcostwo, czyli sztuka zadawania ran

 

Ojciec doświadczony swoją własną raną bycia odrzuconym przez swojego ojca, nie potrafi dać swojemu synowi tego, czego ten tak bardzo potrzebuje, by dojrzeć. Odrzucający ojciec nie musiał wcale odejść z domu, ale po prostu nie zajmował się nim, odtrącał, ganił, karał, okazywał mu brak uwagi, był nim rozczarowany, nieobecny, niezainteresowany. Odrzucony przez swojego ojca, odrzuca zgodnie ze wzorcem swojego syna. Jeśli nie dostał w dzieciństwie miłości, akceptacji, wspólnego, wartościowego spędzania czasu, to nie potrafi tego też dać swojemu dziecku.

Jeśli mężczyzna nie przeprowadzi swojego syna drogą ku dojrzałej męskości, ten nie będzie jej mógł uzewnętrznić w życiu dorosłym. Czując, że nie zasłużył na miłość ojca, będzie starał się za wszelką cenę odnieść sukces, będzie walczył o uznanie i docenienie ze strony otoczenia. Niezależnie od wyników tych starań, wciąż będzie odczuwał brak, niedosyt próbując zasypać tę emocjonalną dziurę.

 

Konflikt z ojcem, gniew wynikający z bycia odrzuconym przez niego może zamienić się w postawę „będę żył mu na przekór, nie będę taki jak on”. Wielu moich klientów trafiło do mnie z tym właśnie podejściem głęboko wrytym w ich historię, choć nie zdawali sobie z tego wcale sprawy. Swoją męskość budowali w formie przeciwwagi do swojego wyobrażenia o ojcu.

 

Stosunkowo mniejsze koszty takiej postawy pojawiają się wtedy, gdy ojciec był faktycznym draniem, pił, bił, ledwo wiązał koniec z końcem, bo wtedy przeciwwaga, choć oczywiście uwarunkowana, mogła popchnąć młodzieńca w kierunku zadbania o siebie, swoją edukację, rozwój, trzymanie się z dala od używek. Gorzej, jeśli ojciec jest tak zwanym przykładnym obywatelem, człowiekiem darzonym szacunkiem i poważaniem otoczenia. Wtedy syn, by mu zaprzeczyć, często stacza się, wpada w złe towarzystwo, negując w ten sposób ojca. Nie miałeś dla mnie czasu, czułości, szacunku, to zemszczę się na tobie swoim postępowaniem, narobię ci wstydu, problemów, zrobię rysę na twoim pozornym, zakłamanym wizerunku. Wiadomo, że skoro coś z dzieckiem jest nie tak, to musi być jakiś problem w rodzinie, coś z tym tatuśkiem jest nie halo.

 

Jeśli syn nie uwolnił się spod wpływu ojca, jeśli ten metaforycznie złamał mu kręgosłup, podporządkował go sobie, wymusił na nim subordynację, zniszczył doszczętnie jego poczucie własnej tożsamości, ubezwłasnowolnił, to taki chłopak nie będzie się buntował. Pójdzie potulnie i bezwiednie jego drogą. Jeśli ojciec pił, i on pił będzie. Jeśli zdradzał żonę, jego matkę, i on będzie swoją partnerkę zdradzał. Jeśli zapracowywał się do granic możliwości, i on będzie zatraconym pracoholikiem.

 

Warto zdawać sobie sprawę z tego, że zaprzeczanie ojcu wiąże się z mechanizmem generalizacji. Czuję się zraniony, czuję się jego ofiarą, mam w sobie złość i niechęć, to upraszczam w sobie jego obraz, do jednego wora wrzucam wszystko, co się z nim kojarzy, a na worku naklejam napis „zło”. Efekt tego jest taki, że co prawda nie piję, a on pił, nie znikam z domu, jak on, gdy jeździł na te swoje „delegacje”, ale i pozbawiam się w pakiecie dostępu do tak ważnych zasobów, które ojca charakteryzowały, jak na przykład odwaga, radość życia, kreatywność, ciekawość świata, towarzyskość, miłość do przyrody, muzyki, poezji. Każdy człowiek jest zlepkiem różnych cech. Zaprzeczenie całej tej złożoności o nazwie „ojciec” sprawia, że wyrzekasz się, zaprzeczasz, blokujesz w sobie dostęp również do tego, co w nim było i mogłoby być w tobie dobre i cenne. Odcinasz się od tego, czego brak uniemożliwia ci realizację siebie, ogranicza cię, rodzi problemy, hamuje, pozbawia możliwości, staje na drodze spełnienia.

 

Pozbawiony wartościowego wzorca mężczyzny, odcięty od tego, co może oznaczać dojrzała, ukonstytuowana, osadzona w sobie męskość, jednocześnie obcujący na co dzień z ciężką, uwarunkowaną, jawnie bądź ukrycie opresyjną, przepełnioną trudnymi emocjami kobiecością matki, młody człowiek tworzy wewnętrzne, podświadome strategie życia, które rzutują na jego stosunek do siebie i do relacji z kobietami jakie w dorosłości będzie budował.

 

  SOJCASYN  

 

Jak ojciec, na trzy najczęściej spotykane przeze mnie w pracy z klientami sposoby, może szkodzić psychice swojego syna i degradować jego rodzącą się męskość.

 

Pierwszy z nich:

  • Ojciec nie pije, nie bije, nie wyzywa, nie pomiata, jest często wykształcony, kulturalny, osiąga sukces zawodowy, jest szanowany, poważany w swoim otoczeniu. W relacji z synem zachowuje się jednak, jakby ten nie był dla niego ważny. Daje odczuć, że jakby syn miał jakiś feler, coś nieokreślonego sprawiającego, że nie jest nim zainteresowany. Zbywa z siebie odpowiedzialność za opiekę, zajmowanie się, poświęcanie mu czasu. Zachowuje się, jakby syn nie był dla niego wystarczająco atrakcyjny, by ten rezygnował dla niego z innych form spędzania czasu.

Chcąc nie chcąc syn pozostaje w takich okolicznościach pod skrzydłami matki, z konsekwencjami, o których pisałem w części drugiej tego cyklu. Dziś dodam jeszcze inne potencjalne konsekwencje, które dopełnią ten obraz.

Co może być powodem takiej postawy ojca i jakie są te dodatkowe potencjalne koszty?

 

Powodem może być oczywiście powielany wzorzec, czyli ojciec robi to, co robił jego ojciec, gdy ten był dzieckiem. Co jeszcze? Na przykład kryzys w relacji rodziców, albo też ukrywany brak miłości ojca do matki, niechęć do niej. W takich okolicznościach ojciec jakby oddaje jej syna, bo sam nie ma jej zbyt wiele do zaoferowania. Poświęca syna, by to on spełniał jej potrzeby, a sam fizycznie i psychicznie oddala się od nich, oddaje przestrzeń.

 

Rodzi to spore komplikacje. Matka często wchodzi z takim synem w trudne, pomieszane relacje, trochę jak z dzieckiem, trochę jakby z facetem. Często dzieli się z nim swoimi tajemnicami nie na uszy i psychikę dziecka, potrafi go też uwodzić, kreować sytuacje niejednoznaczne z seksualnym podtekstem („Mama się teraz przebierze, ale nie musisz wychodzić z pokoju… Widzę, że podglądasz świntuchu. Nie wstyd ci?” itp.), które najczęściej kończą się poczuciem winy i krzywdy jednocześnie. To jeden z elementów procesu nieświadomej kastracji psychicznej, z jaką wielu chłopaków startuje w dorosłość.

 

Matka może też wyżalać się mu na ojca i złych facetów, dawać poczucie, że jest jej mężczyzną, wymuszać potwierdzenie, że on przy niej będzie, że jej nie opuści jak inni mężczyźni, że się nią zaopiekuje. Robi sobie z niego powiernika, ubiera go często jak faceta, tylko rozmiary ubrań są mniejsze, zachowują się jak para, on czuje się za nią odpowiedzialny i stara się sprostać tej przedwczesnej pseudo-dojrzałości. Gdy matka z ojcem lub innym mężczyzną się zbliży, zaprosi go do sypialni, syn będzie doznawał poczucia zdradzenia, odrzucenia, zazdrości nie mogąc odnaleźć się w tych relacjach kształtował będzie w sobie lęk przed relacją z kobietą, połkniętą agresję, syndrom ofiary. Słowo się  rzekło, obiecał jej nie opuścić, nie chce być taki jak inni, którzy ją zawiedli. Związany taką deklaracją ma trudność z wyjściem z domu rodzinnego, usamodzielnieniem się, a jeśli nawet to zrobi, matka może mieć wciąż duży wpływ na niego, ich relacja jest silna i mocno uwarunkowana wspólną przeszłością.

 

Brak wzorca wartościowej, mądrej, budującej relacji syna z ojcem odcina go od jego własnej męskości, której panicznie i niekoniecznie w sposób mu służący będzie od tej pory szukał, bądź tworzył jej nieudolne atrapy.

 

Drugi z nich:

  • Tata z wczorajszego postu zostawia syna, oddaje go w ręce matki. Ten dzisiejszy wydaje się być lepszym tatą, bo jest z nim, sporo czasu spędzają razem. Jednak przy bliższym wejrzeniu dostrzegamy czemu to robi. Otóż znalazł sobie we własnym dziecku obiekt, przed którym może zabłysnąć, dla którego jest ważny, który go kocha miłością czystą, podziwia i chce być taki jak on.

To naprawdę niezła gratka dla niego, bo sam był przez swojego ojca karcony, odrzucany, krytykowany. Ma ogromny brak emocjonalny, który z sobą przez życie nosi. Ten mały, zapatrzony w niego jawi się jako idealny kandydat na zasypywacza tej bolesnej jamy. Całe życie zabiegania o uznanie, starań, prób zasłużenia na poklask i wreszcie ma swojego prywatnego fana, wielbiciela, wyznawcę.

 

Pod przykrywką przyuczania dziecka będzie przed nim się popisywał, szpanował, kozaczył. Pokaże synowi jak łowi rybę, jak strzela mu gola za golem, jak go pokonuje lewym sierpowym, jak z piskiem opon rusza swym czterokołowym demonem, jak do kosza po dwutakcie trafia, jak na rowerze bez trzymanki jedzie, jak wódkę bez przepicia połyka ze szklanki i nawet się nie skrzywi… On robi te wszystkie rzeczy, a syn ma podziwiać w zachwycie. Nie interesuje go, co u syna, a gdy ten coś chce mu pokazać, zbierze krytykę, bo to ojciec ma błyszczeć, na niego mają być skierowane kamery i światła jupiterów, z nim mają być wywiady.

 

Syn jest mu po to, by miał w nim widza, dla którego te jego popisy coś znaczą, w którego oczach dostrzeże uznanie. Syn ma mu dać to, czego mu jego ojciec nie dawał, uwagę, uwielbienie, uznanie. Tyle, że dziecko nieukształtowane cierpi w tym czasie, jak i on cierpiał, bo samo czuje się niekochane, nieważne, niewystarczające. Ten tata jest taki wspaniały, nigdy mu nie dorównam, nigdy nie będę taki, jestem beznadziejny, do niczego jestem.

 

Żeby go zechciał zauważyć skupiony na sobie ojciec, syn musi zrobić coś wyjątkowego. Wie, że z ojcem nie wygra, bo ojciec nauczył go tego przez lata, że ojca na wierzchu zawsze, że on we wszystkim rządzi, góruje, przoduje, dominuje. Zatem idzie w to, co w jego zasięgu i w wieku nastoletnim staje się wyjątkowy w generowaniu problemów. Poza tym nieuświadomiona złość w nim od dawna buzuje, a ta się w agresji i autoagresji objawia. Więc zacznie się chłopak opuszczać w nauce, w szemrane towarzystwo się wpakuje dzieciaków, co jak on czują się niekochane przez ojców, odrzucone, pełne gniewu i potrzeby udowadniania przed sobą, że są lepsi, że zasługują na uznanie. Jaka może być jego dalsza droga?

 

A to już bywa różnie. Byłoby dobrze, żeby chłopak się z sobą spotkał, dostrzegł te procesy, wzmocnił i uruchomił u siebie to, czego nie potrafił dostrzec i uruchomić w nim jego ojciec. Gdy już ruszy w dorosłość jego niedojrzałym śladem, to będzie pozować, maskować, zasługiwać, udowadniać, zgrywać, stwarzać pozory. Autentyczności z tego raczej nie będzie.

 

Jeśli dostrzegasz własną historię z ojcem i wiążące się z tym uwarunkowania, masz syna, albo szykujesz się do tego, aby zostać tatą, popracuj nad tym, zgłoś się po wsparcie, możesz uwolnić się od takiego wzorca i być dla swojego dziecka fundamentem, opoką, inspiracją, dojrzałym facetem, który nie boi się rozmawiać, okazywać uczucia, kochać, który szanuje siebie i innych, ma pasję do życia i świata, ciekawość i intuicję. Dziecko jak gąbka bierze z ciebie, ale nie twoje dobre rady, nie twoje próby nawrócenia na dobrą drogę, gdy się okaże w wieku nastoletnim, że coś tu nie gra, coś nie działa. Chłonie ciebie, twoje emocje, słowa, czyny i postawy w relacji z sobą, twoją partnerką, z innymi mężczyznami, z wolnym czasem, z pracą, stosunkiem do ludzi i świata. Twój „mały brat” nieustannie czuwa, chłonie i buduje siebie na twoim przykładzie. Możesz spaprać tę swoją rolę, albo cuda zdziałać. Nie chodzi o syna, chodzi o ciebie. To sobie potrzebujesz pomóc, by móc mu siebie dawać.

 

Trzeci z nich:

  • Każdy z poprzednich ma bardzo niszczycielską siłę. Ten trzeci z nich chyba największą. Ojciec, który w dzieciństwie doświadczał opresji ze strony swojego taty, wchodząc w tę rolę, sam staje się katem swojego dziecka. Wzorzec bezbłędnie działa. Ofiara zamienia się w oprawcę. Ten model dobrze jest znany i znakomicie opisany przez pana Karpmana, twórcę trójkąta dramatycznego. Po takim dzieciństwie, mężczyzna zwykle rusza w dorosłość z niskim poczuciem własnej wartości. Im niższe, tym bardziej będzie udawał, że wysokie, będzie zgrywał twardziela, macho, kafara. Dziecko jest idealną ofiarą dla niego, bo jest małe, słabe, bezbronne, zależne od niego i dużo wybacza. „Ci co po głowach bici, być będą kiedyś po głowach.” – pisałem kiedyś w mojej książce Naga Asu. Tak ten mechanizm działa jeśli nie zrobisz porządku w swojej przeszłości. Powód się zawsze znajdzie, zawsze będzie jakieś uzasadnienie, wymówka, przyczyna, dla których jak psu Pawłowa na dźwięk dzwonka poleci ci ślina.

 

Mistrz w udowadnianiu dziecku, że dziecko się myli, że on wie lepiej, bo jest dorosły, z głowy głupotę mu wybije, szacunku nauczy, do nauki zachęci, ustawi na prawidłowe tory. Jak? Krzykiem, przezywaniem, biciem. Takie zna sposoby. „Mnie stary lał i wyrosłem na porządnego człowieka” – powie, i za pas lekką ręką łapie. Da dziecku powtórkę z rozrywki, którą sam w jego wieku przeżywał. Ma swoistą satysfakcję, gdy dziecko cierpi, gdy je poniża, zawstydza, gnębi, wyciska łzy w przerażonych oczu malucha. Pompuje w niego w ten sposób ogromną dawkę agresji, złości i gniewu, które szukały będą na wszelkie sposoby ujścia. Jeśli póki co nie wobec ojca, bo tego się boi, to względem słabszych, młodszego rodzeństwa, zahukanej przez ojca matki, zwierzątek domowych, dzieciaków z niższego rocznika, samego siebie. Często ten ojciec jest uzależniony, w alkoholu, narkotykach, hazardzie znika kryjąc się przed hańbą, jaką wyniósł z domu w relacji ze swoim ojcem, a potem innymi czynnikami życia, w jakich tę hańbę doznawał. Wzorzec poniżenia przez ojca w inne aspekty życia wprowadza i na wielu polach potrafi przezywać to, co z domu rodzinnego jest mu znane. Nałogi to częsta ucieczka dla tego, który sobie z traumą dzieciństwa nie poradził. Nigdzie się nie zgłosił, bo przecież taki o pomoc nie prosi. Zresztą to nie on potrzebuje pomocy, to dziecko jest jakieś takie zbrakowane. Gdyby się w niego wdało, to byłby spokój. Tak właśnie wyparcie działa.

 

  POZIOMY ROZWOJU A OJCOSTWO  

 

Zalękniony, zhańbiony, tonący w nałogu facet żyje na pierwszym Poziomie Człowieka Pierwotnego. Ciężko takiemu zgłaszać się po pomoc z własnej woli, bo on nie widzi poza swoje iluzje, brnie na ślepo w to samo gówno, z którego się wywodzi.

 

Jeśli taki nie bije, przemocy fizycznej nie stosuje, ale za to z lubością cierpienie zadaje znęcając się nad swym synem psychicznie, werbalnie go poniżając, karcąc, gardząc, szydząc, pomiatając, to może być równie niszczące. Nieważne są jego racjonalizacje i uzasadnienia. Niby ran na skórze nie widać, a jednak w psychice dziecka krew płynie, jątrzą się ropiejące, systematycznie na nowo drapane, solą posypywane rany. Dziecko gnije od środka. Kat wysublimowany, manipulujący wszystkimi wkoło sprawia, że nawet odrzucić go dziecko nie może, bo samo już nie wie: „A może faktycznie tata chce dobrze, a ja jestem głupim baranem?” Łatwiej wyrzec się w sobie oprawcy, który jawnie i bez krępacji bije i z krzykiem wyzywa. „Nie będę taki jak stary!”. Jak to się kończy zazwyczaj?

 

Bunt nastolatka, kłopoty z nauką, mogą być i problemy z prawem, używki, kiepskie wybory, drogi na manowce, depresje. A potem może być kobieta, podległa, podobna do mamy, ślub, dziecko, „Na szczęście to chłopak!” – cieszy się młody tata i pije na umór z kumplami.  Domyka się w ten sposób system dobrze znany, a więc zaczynamy. Jak stary robił, tak i syn w zgodzie z wgranym w niego programem. Powód się zawsze znajdzie. Syn ofiara jest teraz ojcem katem, co spłodził syna ofiarę

 

Mężczyzna też człowiek

02 marca 2021

TOP TEKSTY

Prowadzę szkolenia, sesje indywidualne, wystąpienia, zajęcia na uczelniach, nagrywam filmy, piszę artykuły i książki. Towarzyszę przywódcom w drodze od menadżera do lidera. Pracuję z nimi grupowo i w sesjach indywidualnych nad rozwijaniem zasobów i kompetencji świadomego przywódcy.
Prowadzę szkolenia, sesje indywidualne, wystąpienia, zajęcia na uczelniach, nagrywam filmy, piszę artykuły i książki. Towarzyszę przywódcom w drodze od menadżera do lidera. Pracuję z nimi grupowo i w sesjach indywidualnych nad rozwijaniem zasobów i kompetencji świadomego przywódcy.
Prowadzę szkolenia, sesje indywidualne, wystąpienia, zajęcia na uczelniach, nagrywam filmy, piszę artykuły i książki. Towarzyszę przywódcom w drodze od menadżera do lidera. Pracuję z nimi grupowo i w sesjach indywidualnych nad rozwijaniem zasobów i kompetencji świadomego przywódcy.
Prowadzę szkolenia, sesje indywidualne, wystąpienia, zajęcia na uczelniach, nagrywam filmy, piszę artykuły i książki. Towarzyszę przywódcom w drodze od menadżera do lidera. Pracuję z nimi grupowo i w sesjach indywidualnych nad rozwijaniem zasobów i kompetencji świadomego przywódcy.